czwartek, 11 września 2014

Projekt denko - sierpień 2014 ♥

Hej, kochani! ;-)
Dzisiaj przygotowałam dla Was projekt denko. Ilość zużytych przeze mnie kosmetyków w ubiegłym miesiącu jest szokująca (tak to jest gdy mieszka się z rodzicami!), dlatego bez zbędnej gadaniny przechodzę do omawiania.


Na początek kolorówka. Udało mi się zużyć w tym miesiącu jedynie dwa produkty.
Po pierwsze maskara z Maybelline One by one w wersji satin black. Nie znoszę tego produktu! Nie robił co prawda mega tragedii na moich rzęsach, choć je trochę sklejał. Dodatkowo po 2 miesiącach tusz był na tyle gęsty, że musiałam go wyrzucić. Kupiłam ten tusz po przeczytaniu i oglądnięciu wielu pozytywnych recenzji na jego temat, w tym Karoliny ze Stylizacji i niestety się zawiodłam. Zdecydowanie nie kupię ponownie!
Korektor firmy Bourjois w kolorze 51 to całkiem przyjemny produkt. Stosowałam go pod oczy. Całkiem dobrze zakrywał cienie. Jest niestety trochę drogi. Jest to kosmetyk, który kupiłam ponownie i pewnie jeszcze kiedyś kupię. Teraz jednak mam ochotę przetestować coś nowego.


Peelingi do ciała firmy Perfecta spisały się u mnie całkiem dobrze. Wielki plus za zapach, szczególnie tego czekoladowego. Wielki minus za zawartość parafiny. O dziwo nie zapchały mi skóry. Generalnie fajne kosmetyki.


W tym miesiącu udało mi się wykończyć wiele resztek spod prysznica. Począwszy od dwóch ulubieńców, czyli żelu z Nivea i Palmolive, które używałam kilkakrotnie i na pewno jeszcze kiedyś do nich powrócę. Piękne zapachy i fajna konsystencja. Z dwoma kolejnymi nie było już tak kolorowo. O ile żel z Dove miał począkowo cudowny zapach, w późniejszym czasie stawał się on bardzo męczący. Żel był (niestety?) bardzo wydajny, dlatego pod koniec jego używania już trochę się męczyłam. Żel z limitki Isany niczym mnie nie zachwycił. Prawie w ogóle się nie pienił i miał mało wyczuwalny zapach. Zużyłam go tez bardzo szybko. Ostatni produkt do mycia ciała, firmy Soraya, był całkiem przyjemny. Z chęcią wypróbuję inne żele z tej serii.



Kolejnym produktem do ciała był balsam ujędrniający firmy Tołpa. To dość ciekawy produkt, ponieważ fajnie nawilżał i miał przyjemny zapach, który utrzymywał się na ciele i ubraniach. Nie zauważyłam jednak spektakularnego ujędrnienia.



W ubiegłym miesiącu zużyłam dwa dezodoranty firmy Nivea. Obydwa sprawdzały się dobrze, natomiast dezodorant w sprayu miał paskudny zapach. Nigdy więcej go nie kupię.


Pasta do zębów firmy Colgate sprawdzała się ok. Najkorzystniej kupować je na promocjach lub w dwupakach.



Jeśli chodzi o włosy, zużyłam dwa szampony. Pierwszy to suchy szampon z Batiste, który jest dla mnie zbawieniem (szczególnie polecam studentkom w czasie sesji :P), ponieważ potrafi odroczyć o jeden dzień (a to bardzo dużo) mycie włosów. Do tego wyjątkowo spodobał mi się ten kwiatowy zapach. To chyba mój ulubiony. ;-) Szampon 'normalny' z Garniera był ok. Nie obciążył włosów i fajnie je oczyszczał. Miał dodatkowo bardzo przyjemny zapach.
Odżywka do włosów również z firmy Garnier jest moim ulubieńcem od wielu miesięcy. Najczęściej stosuję ją zamiennie z tą z Nivea long repair. Odżywka z Dove była okej, ale mam swoich wyżej wymienionych ulubieńców.
Nie byłabym sobą gdybym po użyciu odżywki do spłukiwania nie nakładała jeszcze czegoś na włosy. Zazwyczaj pryskam je odżywką bez spłukiwania, która ułatwia mi ich rozczesywanie. Zwykle były to odżywki  Gliss Kur, ale przyznam szczerze, że odrobinę mi się znudziły (używałam już wszystkich), dlatego tym razem postawiłam na Pantene i nie zawiodłam się. Spray bardzo ładnie pachniał i ułatwiał rozczesywanie włosów. Był niestety niezbyt wydajny. Zwykle nakładam jeszcze jakiś kosmetyk specjalnie na końcówki. W tym miesiącu zużyłam jedwab firmy Biosilk, do którego nie powrócę, ponieważ nie zrobił nic pozytywnego dla moich włosów.


Jeśli chodzi o perfumy, przypadkowo zużyłam dwa produkty o podobnej nucie zapachowej. Dezodorant firmy Nike kupiłam dlatego, że bardzo przypominał mi zapach Miss Dior Cherie. Jakieś dwa lata temu udało mi się kupić podróbkę? (na pewno, bo patrząc na cenę 12 złotych nie może być to oryginał) perfum Miss Dior Cherie.  Zapachy były bardzo przyjemne, aczkolwiek nie będę inwestować 300 złotych w oryginały. Z wielką ochotą kupiłabym klasyczną wersję tych perfum, no ale... ;-P



Żele do mycia twarzy firmy Lovena kupiłam po poleceniu Call Me Bondie. Były kompletnie niewydajne i jeśli chodzi o tańsze odpowiedniki wolę już te z Biedronki, choć to teoretycznie to samo (produkowane przez Tołpę).



Udało mi się także zużyć dwa przyjemne w stosowaniu toniki. Pierwszy firmy Garnier sprawował się ok, natoiast drugi, z Lirene był świetny! Z pewnością kupię go ponownie, bo delikatnie rozjaśniał moją cerę a dodatkowo miał przepiękny zapach.



Kolejnym produktem jest mój ukochany płyn micelarny, który pojawił się również w wakacyjnych ulubieńcach. Dla mnie to numer jeden, mimo swojej niewydajności.



Kolejnym ulubieńce był filtr do twarzy firmy La Roche - Posay Anthelios XL 50+. Jak już wszpominałam we wcześniejszym poście, mega, mega wydajny oraz świetnie chroniący kosmetyk. Świetnie współgrał z podkładem, nie rolował się. Aktualnie kupiłam inny filtr i jest ok, ale przyznam szczerze, że tęsknię za tym produktem (mimo, że używałam go 5 miesięcy...).



Zaprzyjaźniłam się też z nawilżająco matującym kremem do twarzy Ziaja 25+. Dobrze nawilżał i delikatnie matowił cerę. Był wydajny. Plus za cenę i przyjemny zapach. 
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o kolejnym kremie tej samej firmy. Tym razem ten z serii masło kakaowe zrobił tragedię na mojej twarzy. Niestety, sama sobie jestem winna, ponieważ ślepo zaufałam firmie Ziaja i pierwszy raz nie spojrzałam na skład. Jakież było moje zdziwienie, gdy po maksymalnie trzech użyciach zobaczyłam na swoich policzkach ropne pryszcze... Tak właśnie moja cera reaguje na zawartość parafiny w produktach do twarzy. Krem zużyłam do nawilżania ciała, ale do tej roli również się nie sprawdził. Nie polecam osobom, które podobnie reagują na zawartość parafiny w kosmetykach.
Po małym wypadku z wyżej wymienionym kremem, udałam się na peeling kawitacyjny do mojego sprawdzonego salony kosmetycznego z gabinetem dermatologicznym. Dostałam tam próbkę fantastycznego kremu, który stosowałam na noc. Mowa tutaj o kremie kojąco - nawilżającym z Avene. Ta próbka spodobała mi się na tyle, że kupiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie. 



Ostatnimi produktami, jakie Wam zaprezentuję, są odżywka do rzęs firmy Eveline oraz krem pod oczy z Tołpy. Kosmetyki nie zachwyciły mnie, były całkiem przeciętne. Plus za krem, że nie podrażniał skóry wokół oczu.




W zasadzie zużyłam jeszcze kilka maseczek i kolka opakowań wacików, ale nie będę zawracać Wam tym już głowy. Denko znowu było duże, a ja długo się za nie zabierałam. Oczywiście kontynuuję zużywanie produktów do końca i Was też do tego zachęcam! ;-) 

Zapraszam również na mój Instagram: @badgalkatex - jestem tam zdecydowanie częściej ;-)

Pozdrawiam!
Kate ;-*


poniedziałek, 1 września 2014

Wakacyjni ulubieńcy 2014.

Witajcie, kochani! ;-)
Po nieplanowanej przerwie zapraszam Was na post o produktach, które wyjątkowo spodobały mi się w ciągu ostatnich, wakacyjnych miesięcy!

W upalne miesiące znakomicie sprawdził mi się kamuflaż firmy Catrice, w odcieniu 010 Ivory, który świetnie maskuje moje spore sińce pod oczami, a dodatkowo nie przesusza delikatnej skóry.



Puder brązujący firmy Bourjois w odcieniu 52 fajnie sprawdził się do 'opalania' buzi oraz do konturowania. Maltretowałam go od czerwca bezustannie. Jego ciepły odcień pasuje mi tylko w letnim okresie. Zimą stawiam na róż, lub na bronzer w chłodnym odcieniu. Mam bowiem wtedy bardzo bladą cerę. Dodatkowo urzekł mnie jego słodziutki zapach. ;-)


Ostatnimi czasy zakochałam się w słynnym rozświetlaczu firmy The Balm! Na policzkach daje cudowny, szampański efekt. Coś czuję, że będę go używać cały rok!


Do podkreślania brwi bezustannie używam cienia w kremie firmy Maybelline w kolorze Permanent Taupe. Nie tylko bardzo odpowiada mi ten 'mysi' kolor, ale też jego konsystencja. Cień ten to dla mnie 2w1. Oprócz tego, że nadaje kolor to unieruchamia moje niesforne (czasem) brwi. ;-)



Nie będzie zdziwienia, jeśli zaznaczę, że moją ulubioną maskarą w ostatnim czasie jest False Lash Wings Midnight Blacks z L'oreal. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na jej temat, zapraszam do wcześniejszego postu. ;-)


Ulubioną pomadką w ostatnim czasie była u mnie Maybelline Color Whisper w kolorze 150 faint for fuschia. Nadawała fajny akcent delikatnemu, letniemu makijażowi oka. Ładnie podkreśla usta, choć trwałością nie grzeszy.


W kategorii pielęgnacja muszę wspomnieć o rewelacyjnej masce do włosów Latte firmy Kallos. Zużyłam już połowę litrowego opakowania i muszę przyznać, że moje włosy są widocznie wygładzone. Maski używam raz w tygodniu. Gdy mam chwilkę pozostawiam ją na włosach ok. 10 minut, jeśli się spieszę używam jako odżywkę. Oprócz zbawiennego działania na moje włosy maska urzekła mnie przemiłym zapachem.


Ulubionym żelem pod prysznic był ten z firmy Alverne o zapachu bergamotki i limonki. Kupiłam go na promocji z Hebe. Jest bardzo orzeźwiający i świetnie sprawdzał się w upalne dni.


Płyn micelarny z firmy L'oreal to mój ulubieniec wszechczasów. Jest to najlepszy, według mnie, płyn micelarny dostępny w drogerii. Fantastycznie rozpuszcza makijaż i nie podrażnia przy tym oczu. Niestety jest niewydajny.


Największym ulubieńcem jest filtr fitmy La Roche - Posay. Świetnie chroni, dobrze współgra z podkładem. Jednak jego największym plusem jest jego wydajność. Wystarczył mi on na ponad 5 miesięcy! Wystarczył, bo jest już niestety zdenkowany. 


Ostatnimi produktami są olejki do ciała z drobinkami. Fantastycznie podkreślały opalone ciało a dodatkowo nawilżały je. Różnią się delikatnie efektem, bowiem olejek firmy Avon ma w sobie złoty pyłek, a olejek firmy Dax - brokat. Oba świetnie pachną i zachwyciły mnie tego lata!


Miałyście? Używałyście?
Jacy są Wasi ulubieńcy wakacji?

Pozdrawiam!
Kate ;-*